Słowianie i ukryta historia Polski

   wersja do druku 
Strona glówna » Ludzie » Winicjusz Kossakowski » „Polskie Runy Przemówiły” 
Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o Słowianach i ukrytej historii Polski, podaj swój email:

Temat „Polskie Runy Przemówiły”

Z kroniki Prokosza wypisane.

„Wojen najstarszy był Słowiańsko – Polskich dziejów pisarz za pogańskich jeszcze królów żyjący, dobrze przed narodzeniem bożym na lat kilkaset, który z  pierwszych z  hieroglificznych pism jakich na ów czas wszystkie w  świecie całym używały narody, wynalazłszy swoim przemysłem, litery one, jako do wiadomości podał Zolow, Słowakom, Lechitom, Wenedom, Dorzyngom, Serbom, Polabom, Polachom, (którzy jedno stanowili imperium) i  ku używaniu w  następujący sposób – zostawił”....

Dysponuję Kroniką przez Prokosza w  wieku X napisaną a  wydrukowaną w  Warszawie w  1825 roku. Wydawca nie dysponował czcionką run, przeto po każdej literce, zostawił wykropkowane miejsce na ręczne wpisanie.
Niestety, mój egzemplarz ręcznego wpisu run nie posiada.
„Prokosz Benedyktyński mnich w  R.P. 996 zmarły, który z  pogańskich dawnych autorów pisał Kronikę Polską za dwóch tysięcy przeszło lat przed Bożym narodzeniem począwszy, którą aż do czasu swojego to jest R. 992 przeciągnął”.
Z wpisu wynika, że kroniki dawnych autorów runami pisane były, które rzeczony mnich znał. To, że w  Roku Pańskim 992 znano polskie runy zaświadczają monety Mieszka I   Sieciecha, które onymi runami opisano.
Odnajdujemy je również przypadkowo z  ziemi odgrzebane na terenie całej Europy, na różnych artefaktach zapisane, poczynając od etruskich napisów słowiańską mową uczynionych po Ural.
Najgłośniejsze w  nauce europejskiej były artefakty przed 1800 rokiem odnalezione w   miejscowości Przylwice, z  niemiecka Prilwitz przezwane, leżące nad dolnym biegiem Renu, przy obecnej granicy niemiecko francuskiej.
Był to złoty kocioł wypełniony złotymi figurkami bóstw pogańskich opatrzonymi runicznymi napisami, który przed zniszczeniem przez agresywne chrześcijaństwo w  ziemi został ukryty. Kocioł i  pokrywę runami wyrzezaną, miejscowi chrześcijanie na odlanie nowego dzwonu przeznaczyli ku chwale bożej i   nadziei na wykupienie miejsca w  chrześcijańskim niebie a  w lęku przed ogniami piekielnymi, jakimi ich straszyli niemieccy proboszczowie.
W onym czasie dziennikarze, oraz naukowcy niemieccy nagłośnili sprawę na świat cały głosząc - wszem i  wobec - „iż jest to niezbity dowód, że ziemie te są odwiecznymi ziemiami niemieckimi”. Niestety, żaden z  naukowców germańskich, włączając w  to runologów szwedzkich i  angielskich, odczytać run nie potrafił.
Okazało się wkrótce, że są to runy słowiańskie.
Niemiecki uczony Masch wykonał ich ryciny i  ogłosił drukiem.
Wkrótce na te tereny wyruszył polski hrabia Jan Potocki, podróżnik i   pisarz, piszący w  języku francuskim – ten od „Rękopisu znalezionego w  Saragosie”. Plonem jego podróży była książka „Wojaże po Saksonii” wydana w  języku francuskim, Hamburg rok 1795. Pan hrabia w  pracy umieścił 118 rysunków wykonanych z  zabytków przylwickich odnajdywanych przez okolicznych autochtonów, które skupował miejscowy złotnik Sponholtz. Już nie złote były bóstwa a  mosiężne i  brązowe, ale wszystkie runami opatrzone.
Przepisał także słownik, od miejscowego posiadacza ziemskiego - z  pochodzenia Niemca - pożyczony, który drzewiej wykonał dziad jego by porozumieć się z  autochtonami. Książka po tytułem „Voyage”, we francuskim języku, jest już dostępna w  internecie a  w niej wspomniany wcześniej słownik.
Namawiam zainteresowanych do zapoznania się z  owym dziełem, by przekonać się jakim językiem, jeszcze około 1750 roku miejscowa ludność mówiła.
Około 50% to słowa słowiańskie, które są dla nas czytelne. Przypuszczam, że pozostałe mogą pochodzić z  języka gockiego. Tereny te najechał przed rokiem 800 król Franków Karol Wielki. Zawarł pokój z  miejscową ludnością biorąc w  zastaw kilka tysięcy słowiańskiej młodzieży, którą jeszcze tego samego dnia nakazał wymordować. Starszyznę wywiózł do Francji w  jej miejsce zwożąc Gotów. Język ludności mieszkającej nad Renem. który zachował się jeszcze przez lat niemała tysiąc nie był językiem niemieckim a  raczej kreolskim ze słowiańską gramatyką.
Moim zdaniem, jest to bardzo dobry temat na pracę doktorską z  dziedziny językoznawstwa.
Gdy okazało się, że owe zabytki piśmiennictwa są słowiańskie, zapał niemieckiej nauki i  dziennikarzy wystygł.
Mało tego.
Oskarżono złotnika Sponholtza o  fałszerstwa.
Oskarżony postawił na świadków ponad setkę miejscowych autochtonów od których nabył zabytki.
Nauka niemiecka, a  za nią polska, pamięta jedynie oskarżenie o  fałszerstwo. Wyników rozprawy nie podając.
Okazało się, że „owe fałszerstwa” w  mowie słowiańskiej bywają czytelne, patrz w  pracy „Polskie Runy Przemówiły”.
Runy z  Prilwitz to zbiór największy i  najbliższy zasadom tworzenia pisma.
Piszący musieli znać tajemnicę run.
To dzięki temu zbiorowi, świadectwu bułgarskiego popa Chrabara, oraz zrozumieniu znaczenia polskiego słowa „runa”, wpadłem na zapomnianą już tajemnicę tworzenia i  czytania sławiańskich run.
Chrabar napisał, że „Słowianie pisali i  czytali rezami, czyli znakami wycinanymi na drewnie, ale pismo ich było nieustalone”.
 jaki sposób można było odczytać pismo, którego znaki każdy rzezał według swego uznania?
Jest to przecież niemożliwe.
A jednak było, co zaświadczał pop Chrabar.
Drugie światełko rzuciło zrozumienie znaczenia polskiego słowa runa.
Runo leśne to coś, co się samo stworzyło. Nikt tego nie sieje.
Runo owcze, po ścięciu, zmienia nazwę na wełna.
Czemu?
A bo już nie rośnie i  nie stwarza się.
Mój tato w  dwa tygodnie po zasianiu zboża, wychodził na pole i  patrzył czy dobrze runi. Może potrzebna dosiewka?
A zatem „runić”, znaczy – stwarzać z  tego:
Runo – rodzaj nijaki – stworzenie.
Runa - rodzaj żeński – stworzycielka.
Run – rodzaj męski – stworzyciel.
Słowiański bóg Perun to Pierwszy Run - Pierwszy Stworzyciel.
Pierun to nie grom a  bóstwo, które wiosną gromami ciska by zamróz z  ziemi wypędzić.
Przez tysiąc lat niemieckiego chrześcijaństwa zapomnieliśmy o  własnych bogach i  zmieniło się nam znaczenie słów z  wiarą związanych.
Ale co Runa, rozumiana jako Stworzycielka, ma do pisma?
Zrozumiemy to gdy poznamy zasadę tworzenia znaków głoski, którą wymyślił, jak podaje Prokosz, nasz pierwszy pisarz o  imieniu Wojen, a  którą odgadłem po niezmała czterech tysiącach lat.
Przed Wojenem narody używały pisma klinowego i  obrazkowego - ideograficznego.
Okazuje się, że pismo, które wymyślił Wojen - to też obrazki tylko że, przedstawiające układ narządów mowy w  czasie wypowiadania głoski. Obrazki uproszczone do kilku kresek, podobne do obrazków rysowanych przed przedszkolaków.
Gdy nasza pociecha narysuje tatę i  mamę, wiemy dokładnie która kreska to nosek buzia, czy ręka.
To samo jest z  runami.
Musimy znać znaczenie każdej kreseczki a  wtedy odczytamy głoskę.
Pomysł dziecinnie prosty i  dlatego genialny.
Nasi bracia Etruskowie, pisali runami podobnymi do run z  Przylwic, chociaż niektóre znaki zniekształcili i  poodwracali do góry nogami, ale w  istocie niewiele odbiegli od zasady Wojena. Natomiast łacinnicy, którzy „zerżnęli” alfabet etruski, zrobili z  niego masakrę.
Widać dokładnie, że nie znali żadnych zasad.
Dlatego też muszą uczyć się niezrozumiałych znaków na pamięć. Na dokładkę, grecką Diftherę oznaczającą runo, pergamin i  pismo zapożyczyli i  zniekształcili na – litera.
Jeszcze gorzej jest z  alfabetem greckim. Mało tego, że zniekształcili znaki, to na dokładkę pomylili ich znaczenie i  czytają inne głoski niż rysowane - chociaż nie wszystkie.
Czemu znaki głosek Słowianie, a  może sam Wojen, nazwali stworzycielkami?
To proste.
Jeżeli ustawimy narządy mowy w  ten sposób jak na rysunku, innej głoski nie potrafimy wymówić. Jeden układ stwarza najwyżej dwie głoski – dźwięczną i  bezdźwięczną np. B-P, T – D, W  -F. Dla rozróżnienia ich dodawano dodatkowe kreski i  kropki, a  do znaków głosek nosowych dorysowywano noski, zachowało się to przy „ą” oraz „ę”.
Zaznaczano niekiedy miejsce wibracji głoski.
Aby dokładnie omówić znaczenie każdej runy, konieczne są rysunki.
Po jednorazowym wykładzie, każdy może sam tworzyć i  czytać runy. Nie musi ich pamiętać i  tak okaże się, że taka runa już istnieje.
Widok prawie każdej głoski może być rysowany w  innym ujęciu, gdy patrzymy na układ z  innej strony, stąd wiele znaków.
Naukowcy rosyjscy naliczyli ich około dwustu i  doszli do wniosku, że jest to pismo sylabowe.
Nie znali zasady tworzenia run i  ligatur, stąd pomyłka.
 piśmie głagolicy mamy 800 ligatur czasami składającymi się z  pięciu liter.
Dla „oszczędności w  kreskach” łączono litery i  powstawały sylaby- ligatury np. OR, AR, stąd mnogość znaków, które uczonym sprawiają ogromną trudność.
Nie są w  stanie tego przetrawić.
Ligatury w  runach są w  zasadzie czytelne, podobnie jak w  alfabecie łacińskim.

Duże trudności sprawia odczyt z  artefaktów, szczególnie bliższych naszym czasom.
Gdy piszący nie znał „zasady tworzenia” radził sobie w  inny sposób. „Pożyczał” skąd tylko się dało, np. z  łaciny czy greki, a  na dodatek sam wymyślał potworki.
Runy składają się z  jednej do pięciu kresek. Niektóre są identyczne tylko inaczej ustawione. Gdy napis przewrócimy do góry nogami też rozpoznamy runy z  tym, że inne. Nie wiemy nigdy w  którą stronę jest zapis, z  prawej do lewej, czy odwrotnie. Na dodatek, nasi przodkowie zapisywali mowę łącznie, bez przerw pomiędzy wyrazami i  bez znaków przystankowych.
Pomocną jest gramatyka słowiańska a  szczególnie końcówki wyrazów pomimo, że słowa są zniekształcone.
Czasami spółgłoskę traktowano jak sylabę a  spółgłoski inaczej czytano niż łacińskie. Na złotej monecie z  Wolina słowo WOLIN zapisano trzema runami WLN.
No i  język.
Przez te cztery tysiące lat żywy język słowiański też się zmienił. Rozpadł na wiele narzeczy i  języków.
Przy odszyfrowaniu napisów runicznych pomocna jest ich znajomość.
Natrafiamy również na nieznane makaronizmy.
Każdy odczyt z  artefaktu to nowa intelektualna przygoda. Nie każdy napis odczytamy z  marszu. Czasami trzeba się z  tym przespać, nawet kilka lat.
Zasada „tworzenia run” daje pewną elastyczność w  odczycie.
Trzeba jednak używać własnych szarych komórek.
Uczeni, nauczeni pewnych zasad, trzymają się ich kurczowo i  kostnieją w  nich. Szkodzi również pycha i  niezachwiana wiara we własną nieomylność.
Paweł Szydłowski zauważył: „Szybciej świnia nauczy się czytać, niż uczony przyzna się do własnej pomyłki”.
Ja do pomyłek przyznaję się i  naprawiam, z  tego wniosek, uczonym nie jestem.
Byłem konstruktorem oprzyrządowania w  dosyć dużej fabryce. Konstruktorów było wielu, którzy w  większości kopiowali istniejące rozwiązania. Gdy pojawiała się nowość, wyrastała „betonowa ściana”. Tylko kilku śmiałków z  narażeniem własnej reputacji, potrafiło ją obejść, przeskoczyć czy rozkruszyć. W  zamian zyskiwali nietajoną nienawiść kolegów i  podejrzliwość przełożonych. Gdy takiego śmiałka zabrakło w  zespole a  problemów nie dało się rozwiązać, cały zespół się rozpadał.
Podobne zasady obowiązują i  w nauce.
Nasze runy skopiowało i  przystosowało do swych języków wiele narodów. Żaden z  nich nie przyznaje się do plagiatu. To ich bogowie ofiarowali ich kapłanom pismo i  tak: Etruskom dał pismo Tages, Wotan – Odyn Skandynawom a  Kadmos Grekom. Tylko nasi uczciwie piszą o  człowieku który „własnym przemysłem wynalazł litery one”.
Aby rozczytać runę należy znać znaczenie każdej kreseczki, pomaga rozrysowanie jej w  „główce”, wówczas możliwe jest zapamiętanie nawet to po jednym wykładzie.
W innych alfabetach jest to niemożliwe.
Jedną z  zasad odczytywania nieznanych pism odkrył francuski dziewiętnastolatek, dzięki niemu wszystkie napisy pisma obrazkowego Egiptu przestały stanowić tajemnicę.
Egipcjanie stosowali dwie zasady.
Dla pisma fonograficznego – jeden znak dla jednej głoski - umieszczanego w   karteluszach, czyli obwódkach.
Ustalono obrazek z  którego czytano pierwszą głoskę.
Ten sposób zapisu zajmował bardzo dużo miejsca i  był pracochłonny. Wymyślono zatem skróty.
Nie będę się nad nimi rozwodził. Kogo to interesuje może odszukać dokładny opis w  internecie.
Otóż, zasadę odkrytą przez młodego Francuza uczeni wstawili do swego warsztatu pracy.
Do alfabetów greckiego, żydowskiego i  głagolicy dorobiono słowa zaczynające się na daną głoskę - zapewne dla łatwiejszego zapamiętania znaku.
Słowacki uczony A. Horak który napisał pracę „O Slovenach uplne jinak co ne bylo o  slovenach dosud znamo” próbował odczytać słowiańskie runy tą samą metodą. Sporządził nawet alfabet w  którym – przykładowo - dla głoski „C” narysował cep, który miał ją odzwierciedlać.
Problem w  tym, że runa ta jest dla głoski „L”, którą po niewielkim zniekształceniu zaadoptował alfabet grecki i  łaciński.
Inną metodą pracy, na warsztacie uczonych, jest metoda stosowana do odczytu run etruskich.
Użył jej Lelewel do „odczytu” run z  zabytków w  Prilwic.
Pismo łacińskie jest zniekształconymi runami etruskimi i  posiada wiele podobnych i  takich samych znaków, które są w  napisach etruskich. Znane znaki czytano a  nieznane ustalano domyślnie, podobnie jak w  krzyżówkach. Gdy natrafiono na właściwy wyraz, znaki domyślne były prawidłowe. Problem w  tym, że uczeni nie znali języka Etrusków.
W napisach domyślano się imion bóstw greckich w  większości wypadków mylnie.
 ten sposób nieznane znaki dostawały nowe znaczenie i  trafiały do sporządzanych przez naukowców alfabetów etruskich, których musiano wykonać tyle ile „rozczytano słów”. Rozczytane znaki z  jednego alfabetu nie były zgodne z  innymi.
Owe „alfabety” do dzisiaj obowiązują w  nauce a  mają to do siebie, że przy ich pomocy niczego odczytać się nie da.
W związku z  tym ogłoszono, że język etruski jest nieczytelny.
Wystarczy tylko skorygować kilka znaków, przez porównanie ze znakami z  Przylwic, by etruskie napisy czytały się w  języku słowiańskim.
Jest oczywistym, że nie wszystkie napisy sporządzone pismem etruskim były w  ich języku.
 francuskiego chłopaka Jana Franciszka Champollion uczeni drwili. Między innymi dzielono jego nazwisko na dwa słowa - Cham pollion - i  nagłaśniano jako wielkiego chama.
 czy dziewiętnastoletni wielki cham może odczytać skomplikowane hieroglify egipskie ?
W nauce, owe „zasady naukowe” do dzisiaj obowiązują.

Winicjusz Kossakowski



zobacz:

Nowy portal Wolnych Słowian i   Wolnych Polaków "Słowianie i  ukryta historia Polski" jest w  ciągłej rozbudowie. Zapraszam do lektury, część artykułów jest w  trakcie realizacji. Zapraszam wszystkich Wolnych Ludzi do udziału w  tym projekcie. Piszcie, fotografujcie, kręćcie filmy - opublikuję Wasze Dzieła związane z  losami naszych przodków z  waszym podpisem. Autor strony: Marian Nosal