Słowianie i ukryta historia Polski

   wersja do druku 
Powrót na stronę główną » Ludzie: Polacy, Słowianie i inni Ważni Obywatele tej Ziemi » Stefan Urynowicz » JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I PALĄCE SŁOWA 
Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o Słowianach i ukrytej historii Polski, podaj swój email:

M E N U:
☼ Zapraszam też na Youtube: Słowianie i ukryta historia Polski - JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I PALĄCE SŁOWA youtube.png oraz na Facebook: Słowianie i ukryta historia Polski - JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I PALĄCE SŁOWA facebook.png Google+ Słowianie i ukryta historia Polski - JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I PALĄCE SŁOWA google+.png
☼ Jeżeli chcesz zobaczyć, jak wesprzeć ten projekt, kliknij tutaj
☼ Krótki adres tego portalu, to: slowianie24.pl ☼

JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I  PALĄCE SŁOWA - Stefan Urynowicz - źródło tekstu: Rudaweb.pl [1]

Tytułem wstępu: „ognisko palą na polanie, w  nim liszka przez pomyłkę gore” – Agnieszka Osiecka.

Zapewne każdy chociaż raz zastanawiał się, czemu rzeczy „nazywają się tak a  nie inaczej”, czemu „akurat tak się mówi”? Wielu próbowało tego dociekać i  zapisano o  tym tysiące kartek. Lingwiści (bo tak nazwano tych bardziej dociekliwych) na całym świecie próbowali zrozumieć i  usystematyzować zasady mowy różnych grup ludzkich.

Wielu z  nich robiło to z  ciekawości, jednak najbardziej znane są teorie tych, którzy robili to z  niskich pobudek – dla pieniędzy, władzy, polityki. To polityka właśnie, poprzez pieniądze sterująca działaniami ludzi, doprowadziła do powszechnie dzisiaj obowiązujących i  nie podlegających dyskusji tez, nauczanych w  szkołach każdego sortymentu.

Powstało wiele obszernych prac naukowych, traktujących o  zasadach słowotwórczych i  relacjach pomiędzy językami. Powstały słowniki etymologiczne, bezkrytycznie wykorzystywane w  procesach nauczania, procesach hamujących naturalne rozumienie mowy ojczystej i  matczynej. Procesach powodujących blokowanie skojarzeń pomiędzy słowami i  zwrotami w  tej mowie u  większości uczniów w  każdym wieku.

Istnieją jednak jednostki bardziej ciekawe świata, patrzące w  przeciwnych kierunkach niż ogół, zadające pytania i  szukające na nie odpowiedzi. Rozwój technik komunikacji sprzyja właśnie im, umożliwiając wymianę myśli. Wymianę, która pozwala na powstanie wartości dodanej w  wiedzy, efektu synergii. Dzięki temu obecnie panujące zasady językowe podlegają krytycznej ocenie i  poznawana jest prawda o  fenomenie, jakim jest mowa.

Stan obecny

Tak się składa, że mowa jest nierozerwalnie związana z  historią. Historia jest narzędziem polityki i  piszą ją zwycięzcy.

Obecną historię Polski (i nie tylko) pisano pod dyktando sił politycznych, celem wykazania praw do ziemi, do ludzi, do pieniędzy, do władzy. Dużą część tej historii pisali sąsiedzi zza wschodniej i  zachodniej granicy. Szczególnie w  czasach galopującego „nacjonalizmu niemieckiego” XVIII i  XIX wieku. W  toku tej narracji wskazywano na wiodącą rolę wszystkiego, co germańskie i  pozwalały na to wyniki ówczesnych odkryć archeologicznych. Osiągnięcia materialne ludów germańskich, aryjskich dawały obraz przodków, z  których „można być dumnym”. W  nowo powstałym państwie, państwie Niemieckim, potrzebowano idei kształtujących i  wzmacniających tożsamość narodową. Etnos germański do tego celu nadawał się idealnie, wystarczyło go „tylko” połączyć z  Niemcami. Łącznikiem tym był język.

Badając podania ludowe Jacob Grimm, wraz z  bratem spisał baśnie, które doczekały się wielu ekranizacji. Dociekał też podobieństw i  różnic w  dialektach ludowych z  terenu Niemiec. Zauważył wyjątkowe zjawisko, polegające na przechodzeniu indoeuropejskich „zwartych bezdźwięcznych” w  germańskie „zwarte dźwięczne” przed akcentem, a  po akcencie – w  „przydechowe” (w Wikipedii rozróżniają, że indoeuropejskie jest inne niż germańskie). Na tej podstawie w  1822 roku sformułował prawo, które funkcjonuje również pod określeniem „rough breathing” (z angielskiego: szorstkie oddychanie). Pomimo krytyk tej zasady jest ona nagminnie wykorzystywana w  celu wykazania „starszości” języka „praniemieckiego”.

Pomimo rozpoznania wskazanego zjawiska, teoria jego powstania jest wykorzystywana jednostronnie, z  obsesyjnym wręcz pomijaniem w  przykładach słownictwa polskiego. W  przypadku wskazywania w  przykładach słów polskich są dobierane słowa inaczej brzmiące ale o  podobnym znaczeniu, co w  języku niemieckim. Przyczyny takiego podejścia do badań mogą być różne. Pomijając złą wolę i  chęć zysku można wskazać na bardzo słabą wiedzę slawistyczną wśród językoznawców zachodnioeuropejskiej strefy językowej.

Metodologia

W wyniku słabej znajomości języków słowiańskich i  parcia ekonomicznego uczelni zachodnioeuropejskich o  zabarwieniu politycznym, tamtejsze badania językowe przypominają dowcip o  sowieckich naukowcach i  musze, gdzie „…po wyrwaniu ostatniej nóżki mucha ogłuchła”.

Otóż błąd polega na założeniu dualnego podziału na języki kentumowe i  satemowe. Podział ten nie ma racji bytu, lecz w  ustalaniu „przejścia z  języków indoeuropejskich” był (i chyba nadal jest) w  domyśle aksjomatyczny, zakładający nie występowanie form satem i  kentum jednocześnie w  jednym języku. To pozwalało na potraktowanie germańskich „zwartych dźwięcznych” jako wtórnych do indoeuropejskich „zwartych bezdźwięcznych”. Z  jednej strony języki indoeuropejskie zostały słusznie wykazane jako przedgermańskie (w obecnym rozumieniu jako praniemieckie), z  drugiej jednak rzeczywiste zjawisko językowe zinterpretowano jako „germańską” zmianę językową.

Tymczasem zjawisko opisane przez Grimma wskazuje na wyjątkowe zachowanie dźwięczności w  niektórych słowach germańskich, pochodzących ze słów indoeuropejskich. Znaczy to dokładnie tyle, że zasadniczo w  germańskich nie zachowały się „zwarte dźwięczne” po słowach indoeuropejskich. Natomiast znanym z  autopsji jest, że indoeuropejskie „zwarte bezdźwięczne” występują obok indoeuropejskich „zwartych dźwięcznych” jako ich odmiana lub słowa pochodne, np.; róg rożny, dług dłużny, (dla lepszego uzmysłowienia bzdurnych założeń zachowałem nazewnictwo zastane na polskiej Wikipedii).

Ekonomia dźwięku

Dla zrozumienia zjawiska występowania zamiennie dźwięcznych i  bezdźwięcznych konieczne jest sięgnięcie do zasad ekonomicznych i  akustycznych. Zasada zachowania energii wyraźnie wskazuje, że w  celu uzyskania dźwięków wysokoenergetycznych konieczne jest wydatkowanie na ich powstanie większej energii. W  ciele żywym zależy to od napięcia mięśni, które wymagają odżywiania.

Energia, jaką niesie dźwięk zależna jest od amplitudy i  częstotliwości fali rozchodzącej się w  środowisku, którym przy mowie jest w  zasadzie tylko powietrze. Im większa amplituda, tym większa energia fali, i  im większa częstotliwość fali, tym jej energia jest większa. Dużą częstotliwość fali dźwiękowej słyszymy jako tony wyższe. Duża amplituda zaś odbierana jest jako dźwięk głośniejszy. Krótko mówiąc: krzyk i  pisk męczą.

Naturalnym zjawiskiem więc wydaje się zastępowanie w  mowie dźwięków niosących wysoką energię dźwiękami tańszymi, czyli wymagającymi mniejszego wysiłku przy wymowie. Nie logiczne jest działanie odwrotne, jeśli nie przynosi wymiernych efektów, takich jak zachowanie życia, zdrowia lub uzyskanie pożywienia, stanowiącego zasób energetyczny dla organizmu.

Z potrzeby chwili

Potrzeba uzyskania pożywienia i  ochrona życia wydają się więc siłą sprawczą powstania samej mowy, rozumianej jako przekazywanie istotnych informacji w  krótkim czasie, w  warunkach wymuszających zachowania według prostej zasady „uciekaj albo walcz”.

Z natury rzeczy zagrożenie powolne nie wymaga szybkich reakcji a  zagrożenie dynamiczne wymaga również dynamicznego reagowania. W  sytuacjach nie cierpiących zwłoki przekazywana informacja musi mieć możliwość dotarcia do adresata, bo do powtórnego jej nadania może już nie dojść. Dlatego energia dźwięku musi być duża, większa od energii dźwięków emitowanych przez środowisko. Najlepszy jest więc do tego głośny pisk, co jest łatwe do zaobserwowania w  świecie zwierząt. Nie ma podstaw to twierdzenia, że w  świecie ludzi miałoby być inaczej. Na uwagę zasługuje również przystosowanie organizmów do odbioru dźwięków. Miejsca emisji dźwięków wysokich są dla ludzi i  zwierząt łatwiejsze do zlokalizowania niż miejsca emisji dźwięków o  małej częstotliwości.

Mowa zatem była odpowiedzią na zapotrzebowanie porozumiewania się w  szybko zmieniających się warunkach otoczenia, np. podczas polowania przez człowieka, lub na człowieka. Twierdzę zatem, że to dźwięki wysokoenergetyczne stanowiły zaczątek mowy, pozwalając na skuteczną wymianę informacji pomiędzy nie widzącymi się ludźmi, lub w  hałasie wydawanym choćby przez uciekające zwierzęta.

Kto gwizda, ten … ma gwizdek

Budowa anatomiczna człowieka pozwala na wydawanie wysokich tonów poprzez wydmuchiwanie powietrza przez usta i  zęby. Ludzie mogą fiukać, gwizdać, świstać. Poprzez kierowanie wypuszczanego powietrza na przednie, górne zęby uzyskujemy świst, który jest dźwiękiem rozróżnianym przez nas i  zapisywanym w  alfabecie polskim jako sz. Od siły i  kierunku nadmuchu zależy, czy wydawany dźwięk jest interpretowany jako ż, ś lub s czy z. Rozluźnienie napięcia mięśni języka, jego zwiotczenie powoduje, że wydany dźwięk staje się cichy i  przez nas interpretowany jako h. Przytknięcie języka do zębów, w  trakcie procesu takiego jak przy emisji sz, powoduje rozróżnialną zmianę wydawanego dźwięku na taki, który zapisujemy jako cz. Sposób tego przytknięcia pozwala emitować zmienione nieznacznie dźwięki, możliwe do zapisania jako ć i  c a  nawet t. Przy tym należy zauważyć, że pośród wyżej wskazanych wydanie dźwięku sz wymaga najwięcej energii, a  t i  h najmniej. Jeśli podczas wymawiania t napięte zostanę struny głosowe, to wydany dźwięk interpretowany jest jako d. Podobnie przy wydawaniu dźwięku s po wyciszeniu uzyskujemy h, a  rozluźnienie napięcia mięśni języka podczas wydawania dźwięku c powoduje to, że wydany dźwięk staje się cichy i  przez nas interpretowany jako cichsze h, obecnie zapisywane w  języku polskim jako ch.

Powyższe wyjaśnia też, czemu dźwięki zapisywane w  języku polskim jako sz lub cz w  innych językach bywają zapisywane jako sh lub ch.

Jako, że świstanie wymaga precyzyjnego ustawienia narządów mowy, konieczne jest nauczenie się tego ustawienia i  dbanie o  jego precyzję również podczas wykonywania innych czynności. Dla zadyszanego, zmęczonego człowieka jest to wyraźny wysiłek. W  celu ułatwienia sobie życia ludzie nauczyli się wykorzystywać do świstania narzędzia: źdźbła traw, liście, łupiny orzechów, muszle, kości i  drewno. Po odpowiedniej obróbce powstały łatwe w  użyciu gwizdki, a  potem piszczałki i  fujarki, jeszcze do niedawna wykorzystywane przez pasterzy różnych kultur.

Jak zwał, tak zwał

Wartość energetyczną rozpoznawanych i  interpretowanych dźwięków można zapisać wykorzystując dostępne oznaczenia wykorzystywane przez językoznawców. Dla ułatwienia opisane wyżej spółgłoski zapiszę dużymi (wielkimi) literami, wskazując obok ich zapis w  języku polskim (pominę te, których oznaczenia się nie różnią):

S” – sz

Z” – ż

C” – cz

S’ – ś

Z’ – ź

C’ – ć

T’ – ciche ć

T” – d

TZ – c

D” – dź, dzi (bez słyszalnego i)

D’ – dz

Dˇ – dż

H’ – ch

W’ – f

P’ – f

L” – ł

L’ – aktorskie ł

N’ – ń, ni

Podczas rdzeniowania polskich słów nie znalazłem afrykatów obecnie rozpoznawalnych w  polskim alfabecie (dż, dź, dz, dzi). Wykazałem je, bo obecnie w  polszczyźnie są. Sylabizacja wskazuje jednak, że wszędzie tam, gdzie je obecnie słyszymy, należy doszukiwać się spółgłosek szczelinowych, które w  parze ze spółgłoską d podlegają obecnie utrwalonym błędom odczytu. Nawet nasuwa się przypuszczenie, że wszelkie inne afrykaty w  polskiej mowie były i  są postrzegane jako błędy wymowy.

Poniżej zapiszę nosówki, które traktuję jednocześnie jako samogłoski i  spółgłoski (właściwie bazę dla spółgłosek). Małymi literkami zapisuję samogłoski:

O”/o” – nosówka ą, w  dyftongu: om

U”/u” – nosówka jak w  dyftongu un

E”/e” – nosówka ę, w  dyftongu: en

A”/a” – nosówka jak w  dyftongu an

Matka jest tylko jedna. Czyli, co tam mruczysz pod nosem?

Najprostszy wydawany przez aparat mowy dźwięk, to dźwięk oddechu. Budowa czaszki zwierząt, od czasów powstania gadów, pozwala na oddychanie przez nos z  pominięciem otworu gębowego. Pozwala to na porozumiewawcze mruknięcia podczas pobierania pokarmu, bez ryzyka zadławienia. Nowelizacją było pojawienie się zwierząt ssakokształtnych, których czaszka pozwalała na oddychanie i  przez nos i  przez otwór gębowy. Taką właśnie czaszkę ma człowiek. Pierwotną, zdaje się, metodą wydawania dźwięków około oddechowych było mruczenie przez nos. U  człowieka dzieje się tak przy zamkniętych ustach. Dźwięk wydawany w  ten sposób, to nosówka, którą nawet trudno zapisać, bo jest rozróżnialna jedynie przez ton. Takie mruczando można zapisać jedynie nutami.

Ta jedna nosówka jest matką nosówek wymienionych powyżej. Od pracy aparatu gębowego zależy, jak ją słyszymy. To ona, poprzez swoje wcielenia, wydaje się być twórczynią najdawniejszych słów, poprzez działanie w  parze ze spółgłoskami. To ona określa kierunek rozumienia tych spółgłosek i  to ona determinuje to, co rozpoznajemy jako sylaby. Nosówka jest więc babcią wszystkich samogłosek, z  których dźwięk zapisywany jako ą wydaje się być najstarszy, natomiast dźwięk zapisywany jako a  wydaje się być najmłodszy.

Szef wszystkich szefów.

Energię nosówce nadaje drganie strun głosowych, spowodowane przez przepływające powietrze. Po otwarciu ust dźwięk ten jest odbierany jako gardłowe r, u  zwierząt często słyszalne w  postaci warczenia lub ryku. Dźwiękiem takim zwierzę sygnalizuje swoją obecność, możliwość działania. Sygnalizuje niechybną reakcję na obecność innych stworzeń, niosąc treść: „zaraz coś ci zrobię”. Informacja ta wydaje się być w  świecie zwierząt i  ludzi ogólnie zrozumiała.

Gardłowe r jest też najprostszą spółgłoską powstającą po otwarciu ust przy nosowaniu (wydawaniu dźwięku przez nos). Nosówka o  niskim tonie zmienia się wtedy w  gardłowe mruczenie. Zwiększanie wysiłku przy emisji takiego dźwięku, poprzez przesunięcie języka do przodu i  zwiększenie siły wydechu, powoduje powstanie r zębowego. Dalsze zwiększanie siły wydechu prowadzi do przerwania drgań końcówki języka i  powstania dźwięku szczelinowego, czyli możliwego do interpretacji jako sz lub ż. Z  kolei dalsze przesunięcie języka do przodu przerywa strumień powietrza płynący pomiędzy przednimi zębami a  końcówką języka. Powietrze znajduje wtedy ujście po bokach języka, a  emitowany przy tej okazji dźwięk jest interpretowany jako l. Inaczej jest, gdy przy emisji dźwięku r język zostanie ułożony w  sposób ułatwiający przepływ wydychanego powietrza. Emitowany wtedy dźwięk jest interpretowany jako spółgłoska j. Przy czym granica interpretacji tego dźwięku jako spółgłoski lub samogłoski jest dość płynna, a  po drugiej jej stronie jest dźwięk, który w  języku polskim zapisujemy literką i.

Procesy te można w  prosty sposób zapisać używając znaków wskazujących na kierunek przemian. Może to być znak „większości” > lub „mniejszości” < :

R>S”

R>Z”

R>L
R>J

Starszy brat

Różnice wartości energetycznej pomiędzy spółgłoskami również można zapisać, dla uproszczenia używając zastosowanych wyżej znaków „większości” > lub „mniejszości” <. Zasady rządzące procesami językowymi dotyczącymi wartości energetycznej głosek były tematem wielu teorii naukowych, ale można je objąć dwoma głównymi prawami: palatalizacji i  lenicji. W  zasadzie spółgłoska niosąca większą energię wydaje się być zastosowana w  mowie wcześniej niż jej wyciszona wersja. Starszeństwo to można przedstawić w  sposób przejrzysty:

S”>S’>S>H>H’>zanik

C”>C’>C>T>T’>zanik

Z”>Z’>Z>S>H>H’>zanik

L>L’>L”>zanik

G>K>H>H’>zanik

Żar w  gar

Najbardziej jednak dramatyczną utratę energii widać w  wersjach polskich słów zawierających ż. Przy odmianie słów zmienia się ono w  g, które w  żaden sposób szczelinowe nie jest:

Z”>G

Widzimy i  słyszymy to zjawisko w  słowach: noga – nóżka lub droga – dróżka. Odmiana ta jest Polakom dobrze znana, chociaż zwykle nie zdają sobie sprawy, że jest to dowód na jednoczesną satemowość i  kentumowość języka polskiego, czyli jego archaiczność.

Być albo nie być …

Również podczas nosowania, przy gwałtownym otwarciu zaciśniętych ust powstaje dźwięk zapisywany w  polskim alfabecie jako b. W  zależności od napięcia mięśni ust, strun głosowych i  siły wydechu usłyszymy dźwięk, który zapisujemy jako w   p, co przy skrajnym lenistwie daje nam możliwość interpretacji jako f. Można ten proces tak przedstawić:

B>P>F>zanik

B>W>F>zanik

Robić: ciąć i  palić.

Wspólnie z  nosówkami (samogłoskami) spółgłoski tworzą sylaby. Podczas analizy polskich słów wyodrębniłem te sylaby, które wydają się być podstawowe, najstarsze, nadające sens obecnym słowom, będące dla nich prardzeniami. Jest ich zaledwie kilka:

Ro” – czytane jako rą i  rozumiane jako robić

S”o” – szą, rozumiane jako żąć, ciąć, szyć

Lo” – lą, rozumiane jako: palić, tlić

Jo” – ją, rozumiane jako jąć

Bo” – bą, rozumiane jako być

Wszystkie wyżej wymienione, to czasowniki. One stanowią o  polskim języku. Pierwszymi pochodnymi od nich są prawdopodobnie dookreślenia, które stosowane razem z  pierwszymi czasownikami nadają im kierunek rozumienia:

Co/To/Do – co, to, całe, ciało, do

So/Zo – z

Ku/Ka/Ga – ku, gdzie

Po – po

Prardzenie Z” i  J pozostały do dzisiaj w  języku polskim w  niezmienionej formie, widocznej w  słowach:

Je” – jem, ę jest obecnie zastąpione dyftongiem em

Z”o” – żą.

Rozum i  serce

Z rozkładania polskich słów wynika, że spółgłoski nadają słowom sens, a  samogłoski wyrażają uczucie. Spółgłoski odpowiadają za rozpoznanie czynności, od której słowo jest kojarzone, a  samogłoski są odpowiedzialne za jego melodię, która sugeruje kierunek jego rozumienia. Obydwie w  parze tworzą słowo naszych praprzodków, będące jednocześnie praczasownikiem i  sylabą, rozumiane jako rdzenie językowe.

Na tym jednak nie kończy się muzyka języka. Samogłoski potrafią śpiewać nie tylko solo i  w duecie. Potrafią stworzyć trio i  dać popis w  stylu „dwa plus jeden” lub „ich troje”. Powstaje wtedy sylaba dwu spółgłoskowa, znacząca już coś innego niż sugerują to spółgłoski w  niej zawarte. Taka sylaba, to twór powstały z  wcześniejszych kojarzeń, który może służyć, i  służy, do skojarzeń następnych. Przykładowo:

Ra Ba – robić być

RaB – robotnik

Ro” Ba C”i – robić być ciąć

Ro”BaC’ – rąbać

Ku Ra Ba – ku robieniu być

GRa Ba – graba, ręka

Po Le – po opaleniu

PaL – pal

To Pa Le – do palenia

o PaŁ” – opał

Ki Jo” – jak ująć

KiJ – kij

So” C”a Pa – cięte po ucięciu

S”C”a Pa – szczapa

Bo” Da – być dać

BuDa – buda

BuTy – buty

BuTa – buta

BoDa – woda

BiDa – bieda? Małe bycie? ( samogłoska i  jako zmiękczenie, zmniejszenie?)

BiTa – bita (łup, pokarm?)

Ciekawe, że buty były tak ważne dla naszych przodków, jak woda i  dom. Zapewne dlatego, że pozwalały przetrwać w  surowym środowisku.

Na tercecie śpiew głosek się nie kończy, gdyż w  sylabie mogą być i  trzy spółgłoski. Pamiętać należy też o  tym, że samogłoska i  w polskim języku jest cieniem spółgłoski j (a może odwrotnie?), np.; kwiaty, kwia-ty. W  przeszłości j zapisywano jako y. Znak i  stosowano dla oznaczenia zmiękczenia spółgłoski, np.; ni (w języku rosyjskim podobny w  zapisie jest znak miękki). Znak j czytano też jak obecne i. Starsze zapisy, takie jak historyia, historyja należy czytać jako historja, pomimo obecnej poprawności zapisu jako historia.

Szczególną rolę ma nosówka, która może przyjmować zadania zarówno samogłoski, jak i  spółgłoski. Ma to znaczenie i  w sylabizacji i  przy śpiewie. Śpiewając po polsku, melodię ciągnie się przy pomocy samogłosek, a  wszędzie tam, gdzie występuje nosówka w  środku słowa, śpiewa się ją jako najbardziej jej podobną samogłoskę nie nosową, czyli e zamiast ę, o  zamiast ą. Przy sylabizacji jest to kwestia abstrakcyjna, gdyż dotyczy nosówki występującej na początku słowa. Dla Polaka naturalną reakcją, przy czytaniu lub słuchaniu takiego słowa, jest parowanie nosówki z  typowaną samogłoską, np.: ąka – łąka, ąpirz – wampirz, ągry – wągry.

Zanik spółgłoski na początku słowa w  wielu językach świadczy więc o  młodych przemianach w  tych językach, w  stosunku do języka bazowego. Występowanie samogłoski nienosowej na początku słowa wiąże się nie tylko z  zanikiem wyraźnej nosowości, ale też ze zmianą nosówki na dyftong, np.; łąka – w’onka (ang. wonka).

Sylabizacja obecnie używanych w  języku polskim słów wskaże więc nam rdzenie i  prardzenie, dając pojęcie o  dawnym znaczeniu słów i  drodze ich rozwoju. Pozwoli na zrozumieniu, czemu rzeczy tak się nazywa a  nie inaczej.

Sylabizacja daje coś jeszcze – wskazuje na rdzenie ważniejsze, poprzez ich akcentowanie. W  polszczyźnie naturalnie akcent pada na druga sylabę od końca, a  w słowach bardziej złożonych na trzecią od końca. Oprócz wskazania na decydujący rdzeń, akcent może też wskazywać nam chronologiczne rozumienie słowa, kolejnych czynności koniecznych do uzyskania danego efektu, które to słowo opisuje. Poprzez składanie sylab dając możliwość zrozumienia skojarzeń. Na przykład:

Pa Li – po podpaleniu

DRo Ga – dorobione gdzieś?

DRo Z”a – dorobione cięciem

Z”e La Zo – wycięte a  potem z  ognia (wyjęte)

Pa Li Sa Da – po opaleniu wsadzone (w ziemię), wsadzone pale.

Klejony czy złożony?

Rozumienie języka polskiego zależne jest więc od sklejania sylab w  słowa. Obecne polskie słowa dają się więc rozpoznać jako całe zdania naszych przodków. Nasze sylaby są więc ich słowami. A  nasze słowa składamy w  nasze zdania, dla naszych przodków po wielokroć złożone. Język polski jest powszechnie traktowany jako język syntetyczny (składany). Widzimy jednak, że tak naprawdę w  swej filozofii jest to język aglutynacyjny (sklejony).

Co nam to daje? Ano możliwość prześledzenia jego rozwoju od czasu jego powstania, jako pełnowartościowej, przydatnej mowy. Pozwala na inne spojrzenie na wymierające języki aglutynacyjne Starego i  Nowego Świata. W  konsekwencji pozwala na ustalenie związków kulturowych pomiędzy najstarszymi mieszkańcami wszystkich kontynentów.

Od przymiotu do przedmiotu

Z wejrzenia w  przeszłość polskich słów jawi się obraz rzeczy nazywanych zgodnie z  ich przydatnością, zgodnie z  zasadą, że „to jest godne nazwania, czego mogę użyć, lub co mnie może użyć”. Przymiotem rzeczy był więc czasownik, z  czasem zinterpretowany jako imiesłów. Dlatego rdzennie polskie rzeczowniki są szczególna formą imiesłowu. Dla przykładu:

Jo” – jąć

KiJ – ku jęciu

Jo”DRo – ujęte

Ro” – robić

Re”Ka – ręka

RaB – robiący

Li – palić, tlić

PaL – po upaleniu

PoLe – po spaleniu

S”o” – ciąć, żąć, szyć

S”yB – szyb, wycięty

Zo”B – tnący

Bo” – być

ByT – to jest

BóG – gdzieś jest

Z dziada pradziada

Czy to na pewno język naszych przodków? Sylabizacja i  pokrewne jej rdzeniowanie na to wskazują. Co o  nich można wnioskować na podstawie języka? Z  otchłani czasu wyłania się lud, który aktywnie zabiegał o  swoje przetrwanie, kreatywnie korzystając z  zasobów otoczenia. Priorytetem dla tamtych ludzi było wspólne działanie, które dało zapotrzebowanie na skuteczny sposób porozumiewania się. Korzystali oni ze skutecznych narzędzi do cięcia i  dziurawienia, potrafili korzystać z  ognia i  żywili się głównie zwierzętami.

Od kilku prardzeni oznaczających podstawowe czynności utworzyli nowe słowa o  odmiennym znaczeniu, a  z tych kolejne. Niewielka ilość prardzeni doprowadziła do rozwoju słów podobnie brzmiących, ale znaczących co innego, oraz słów różnych na oznaczenie tego samego. Wiele z  pierwszych słów tej mowy przetrwało w  języku polskim w  podstawowej postaci. Inne wielokrotnie zmieniły swoje znaczenie, inne swoje brzmienie. Podobieństwa słów wynikają z  „efektu założyciela” i  „chowu wsobnego”, zjawisk opisywanych przez zoologię, ale adekwatnych nie tylko dla genów.

Znamy słowa dzisiejszej polszczyzny i  wytropiliśmy jej rdzenie. Zdecydowana większość dróg skojarzeń, wiodąca od prardzeni do polszczyzny, pozostaje w  mroku dziejów. Ustalenie tych dróg jest żmudne, ale możliwe do wykonania. Nie jest jednak konieczne odkrywanie ich wszystkich. To, co wiemy, już teraz wyraźnie wskazuje na wewnętrzną spójność języka polskiego, powstałą w  drodze długotrwałej ewolucji. Wskazuje na zasady słowotwórcze stabilizujące język polski w  czasie i  obniżające jego podatność na kreolizację.

Rugowanie brata

Jak widać powyżej, zjawisko „rough breathing” (które z  dowcipu i  dla własnej wygody nazwałem zasadą „rugowania brata”) polega na zastępowaniu w  słowach spółgłosek dźwięcznych, czyli wysoko energetycznych, spółgłoskami bezdźwięcznymi, czyli nisko energetycznymi. Pozbycie się w  słowach droższych spółgłosek i  zastąpienie ich tańszymi wskazuje na kierunek zmian językowych, od starszych do młodszych słów.

Wyraźnie poznane zjawiska językowe wskazują na wysokoenergetyczny język aglutacyjny dawnej Europy, jako podstawę języków indoeuropejskich, z  echami w  tubylczych językach obu Ameryk, wschodniej Azji oraz wschodniej i  Północnej Afryki. Jedynie rdzenne języki Afryki, Australii, Oceanii i  Polinezji nie wykazują wpływu tej mowy.

Kluczowym w  zrozumieniu kierunku rozwoju języków jest zjawisko występowania w  aglutynacyjnym języku wysokoenergetycznym wzajemnie wymiennych wersji droższych i  tańszych spółgłosek. Młodsze języki z  czasem wyzbywały się wymiany na spółgłoski droższe, pozostawiając w  użyciu ich tańsze zamienniki. Zjawisko to następowało równolegle z  kreolizacją języka, zwykle w  oddaleniu fizycznym od terenów zajmowanych przez język wysokoenergetyczny, i  w wyniku kontaktu z  innymi językami, wraz z  upływem czasu.

Korzystając z  poznanych praw możemy wykazać starszeństwo języka słowiańskiego wobec innych języków Europy (i nie tylko). Dla przykładu podam kilka polskich słów, które w  innych językach się wyciszyły:

DRoZ”a

TRaSa

DRoGa

TRaKT

PL”oMieN’

FlaMeN

Z”eLaZo

GLaS

MyS”

MauS

PieN’o”Z”

FeNiG

S”C”ePaN

STeFaN

PaLeC

FaLuS

Powód do dumy?

Tylko dla tych, którzy odkrywają prawdę o  językach naszych przodków. Dla przeciętnych użytkowników języka polskiego, czy rodowitych Polaków „znających 200 słów” nie ma to znaczenia.

Zarówno ten, co to napisał, jak i  ten, co to czyta są koneserami języka. Smakują go jak wykwintną potrawę, wąchają go i  widzą jego słowa. Dla nas to ma znaczenie, bo prowadzi do poznania świata i  jego dziejów. Pozwala lepiej go zrozumieć i  wnioskować o  przyszłości.

Wielu jednak kwestię starszeństwa języka traktuje jako element walki politycznej, argument wyższości kulturowej, powód do żądania profitów. W  tej tonacji właśnie utrzymują się teorie historyczne, nazwy i  epitety, do których turbogermanów i  turbosłowian zaliczyć należy.

Żaden człowiek nam współczesny nie miał wpływu na tworzenie się języka i  jego rozwój. Nie miał wpływy na kulturę naszych przodków ani ich sposób rozumienia świata. Było odwrotnie. Przyjmując modele hodowli i  chowu możemy śmiało założyć, że twórcy Mowy są przodkami zarówno Niemców, jak i  Polaków, tyle tylko, że Polacy pielęgnują język przodków a  Niemcy zmieniają go na potęgę. Zaakceptowanie tego prostego faktu pozwoli na lepsze zrozumienie naszych dziejów.

Wnioski

Mniemam, że jeszcze za mojego życia w  rozwiniętych i  najbogatszych krajach, na uniwersytetach powstaną katedry języka polskiego, a  filologia polska będzie chętnie wybieranym przez studentów kierunkiem. Z  czasem każda licząca się uczelnia będzie utrzymywać katedrę slawistyki. Znajomość języka słowiańskiego będzie bowiem dawać podstawę do skutecznej archeologii językowej wszystkich języków indoeuropejskich.

Taka archeologia pozwala na wnioskowanie o  kulturze naszych przodków, warunkach w  jakich żyli, jak rozwiązywali problemy i  jak to się dla nich kończyło. Wiedza taka może (choć nie musi) wpłynąć na zachowania ludzi nam współczesnych, poprawiając komfort życia.

Na odchodne

Nie napisałem tego dla pieniędzy. Nie dbam o  sławę, a  chwały mam w  sam raz na co dzień. Nie robię doktoratu ani nie publikuję dla profesury. Zwerbalizowanych w  tym artykule zasad nie traktuję jako niepodważalnych definicji. Uważam je za narzędzie do poznawania świata, które można udoskonalić lub przekonstruować w  inne, bardziej wydajne i  wygodne w  użyciu.

W przedstawionej wersji uważam je za proste i  łatwe. Wskazane zasady są możliwe do szybkiego opanowania przez dzieci we wczesnym wieku przedszkolnym, stając się naturalna wiedzą o  strukturze ojczystego języka. Dla ludzi dorosłych, nauczonych wiary w  naukowe kłamstwa, pojęcie przedmiotowych zasad można porównać do jazdy na rowerze – wydaje się niemożliwa, ale po jej opanowaniu daje sporą frajdę.

Życzę więc miłego śmigania po ścieżkach językowych skojarzeń.

Stefan Urynowicz
LUTY 17, 2019

Literatura:
1) Stefan Urynowicz
JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I  PALĄCE SŁOWA, WEDŁUG STEFANA URYNOWICZA - Przedruk tutaj z  Rudaweb.pl, za pozwoleniem Autora i  Rudaweb.pl
rudaweb.pl/index.php/2019/02/17/jezyk-czynu-cieta-mowa-i-palace-slowa-wedlug-stefana-urynowicza/


zobacz:


Zapraszam też na Youtube: Słowianie i ukryta historia Polski - JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I PALĄCE SŁOWA youtube.png oraz na Facebook: Słowianie i ukryta historia Polski - JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I PALĄCE SŁOWA facebook.png Google+ Słowianie i ukryta historia Polski - JĘZYK CZYNU – CIĘTA MOWA I PALĄCE SŁOWA google+.png Nowy portal Wolnych Słowian i   Wolnych Polaków "Słowianie i  ukryta historia Polski" jest w  ciągłej rozbudowie. Zapraszam do lektury, część artykułów jest w  trakcie realizacji. Zapraszam wszystkich Wolnych Ludzi do udziału w  tym projekcie. Piszcie, fotografujcie, kręćcie filmy - opublikuję Wasze Dzieła związane z  losami naszych przodków z  waszym podpisem. Autor strony: Marian Nosal