Słowianie i ukryta historia Polski

   wersja do druku 
Strona glówna » Język i języki Słowian » Język polski » Język polski - wracamy do korzeni 
Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o Słowianach i ukrytej historii Polski, podaj swój email:

Język polski - wracamy do korzeni

Nasz język został sztucznie zachwaszczony słowami i  strukturami pochodzącymi z  innych języków. Chodzi tu szczególnie o  słowa pochodzące z  języków niesłowiańskich. W  kręgach "inteligenckich i  naukowych" jest wręcz moda na używanie takich słów. Naszym zadaniem jest odchwaszczenie podstawowego dobra Polków, jakim jest nasz język polski. Będzie też o  wpływie języka na naszą historię, psychologię, energetykę i  duchowość.

Dlaczego pielęgnowanie naszego języka jest ważne?

Otóż każde słowo i  struktura niosą ze sobą pewne pole znaczeniowe, obraz i  pewną wibrację (=drżenie) znaczenia i  dźwięku.

Na przykład słowo "wibracje" kojarzy się nam z  techniką, słowo "drżenia" z  różnymi drganiami o  małej amplitudzie (=o małym zakresie), ale też z  uczuciami, a  "trzęsienie się" z  ruchami występującymi w  przyrodzie.

Wibruje młot pneumatyczny lub jakiś, być może delikatny, ale techniczny, przyrząd wibrodiagnostyczny

Drży zaś od uczuć nasze Serce.

Niby to samo znaczenie, ale inne konteksty i  stąd krańcowo różne rozumienie tych pozornych niby synonimów.

Jeżeli Serce zawibruje, zatrzęsie się od uczuć, a  młot pneumatyczny zadrży, to niby nic się nie stanie, tylko nasz świat będzie trochę inny.

Mniej spójny z  tym, z  czego wyrośliśmy, bez tej harmonii (=ładu), której potrzebujemy, aby dobrze żyć.

Tak tak, wiem że użyte przed chwilą przeze mnie słowo struktura nie jest słowem polskim, oznacza ono w  łacinie "budowę, sposób budowania"

Jeżeli poczujemy taki brak polskiego słowa, to nie myślimy, że nasz język jest gorszy, tylko szukamy tego słowa i  w sposób kreatywny (=twórczy), bazując (=opierając się) na mowie naszych przodków kreujemy (=tworzymy) go i  konfrontujemy (=sprawdzamy) go w  kontaktach (=spotkaniach, zetknieciach) z  innymi użytkownikami naszego języka.

Nie jestem lingwistą (=językoznawcą), wiec może nie potrafię znaleźć optymalnych (=najlepszych) rozwiązań, ale język nie należy do nauki, język należy do nas, a  naukowcy mogą nam, użytkownikom języka najwyżej swoją wiedzą w  tym dziele pomóc.

Na początku tego artykułu użyłem słowa "wibracja", czy też "drgania", "drżenie"

Czujecie chyba, że słowo "drżenie" powoduje inne drżenia na naszym języku i  w naszym sercu niż łacińsko-imperialno-rzymskie słowo "vibracja".

Mnie się to zupełnie inaczej kojarzy.

Drżenia i  trzęsienia są dla mojego ucha i  dla mojej Duszy Słowiańskiej bogatsze i  bardziej wielowymiarowe.

Drżenia i  trzęsienia są zamknięte i  zwarte, bo "rż" i  "rz" chwilę trwają, a  potem jest zamkniete "e" lub "ę".

Nie ma tu miejsca na wycieki Energii, jest za to rezonans drżeń z  Esencją Przyrody.

Zaś vibracja z  powodu głoski "a" występującej po "r" otwartą jest (=aperta est↓) i  powoduje poczucie imperialnej wielkości, ale też straty energetyczne.

Samo "r" też jest krótkie.

Vibrovanie jest może dobre dla osób z  Pówyspu Apenińskiego, bo Rzymianie mają inne widzenie świata, ale nie dla nas.

Ich widzenie świata tym różni się od naszego, czym nasze Słowiańskie Piramidy od Coloseum.

Piramidy te odkryto w  kilku miejscach w  Polsce, między innymi w  Wietrzychowicach – wsi położonej w  województwie kujawsko-pomorskim, w  powiecie włocławskim, w  gminie Izbica Kujawska. [3]

Są starsze, niż słynne piramidy egipskie.

Słowiańskie Piramidy, to hołd dla Wieczności, zaś Coloseum, to pomnik niewolnictwa i  upodlenia.

Nasze głoski i  sylaby inaczej brzmią i  rezonują.

"Drż" i  "trz", to nie to samo, co prymitywne, dla naszego ucha "...ra…" w  słowie vibracje!!!

Bracia Czesi lepiej to słyszą, bo w  słowie "třást se" jest mocniej, niż nasze "rz" drżąca [drżrżrżąca] czeska, starosłowiańska zgłoska "ř".

A po tym mocno drżącym "ř" mamy wydłużone i  akcentowane "á" , które te drżenia jeszcze podkreśla.

Jest też w  tym czeskim słowie duża delikatność wymowy.

Wpływ obcych, zachodnich języków osłabił nasze "ř", osłabił siłę naszych drżeń, osłabił nasz Czakram Podstawy i  inne, doskonale znane Słowianom Struktury Energetyczne.

Osłabił też pośrednio nasz Czakram Wawelski i  inne Słowiańskie Miejsca Mocy.

My, przyzwyczajeni przez panującą nam Cywilizację Niewolniczo-Techniczną, do przedmiotowego, w  dwu tego słowa znaczeniach, traktowania wszystkiego i  wszystkich, odruchowo myślimy, że Czakram, to przedmiot, takie bierne urządzenie techniczne emitujące energię, coś jak duże dynamo.

A tymczasem Czakram jest też żywą istotą i  ma swoją specyficzną Duszę.

Reaguje na otoczenie.

Nie powinno to być zaskoczeniem, bo Ludy Przyrody zawsze twierdziły, że przedmioty "martwe" mają Pamięć i  Świadomość.

Przypominam, że w  naszej cywilizacji mówienie do zwierząt było tematem tabu, a  teraz już się powszechnie mówi o  ważności takiej formie kontaktu z  nimi.

Do dzieci jeszcze w  brzuszku matki też warto mówić, mimo że jeszcze długo nie będą odpowiadać verbalnie (=przy pomocy słów).

Miejsca Mocy są zazwyczaj Czakramami Matki Ziemi, ale też, aby mogły utrzymać swój charakter, powinny być pielęgnowane i  wspierane przez miejscową ludność.

Dlatego jest istotne, kto do niego mówi i  jakim językiem.

Wystarczy kilka mocnych ceremonii odprawionych nad danym Miejscem Mocy, w  jakimś języku i  zachodzą zmiany pozytywne (=dobre), gdy język ten jest spójny z  tym Miejscem i  Duchem Zamieszkałej Tam Ludności lub negatywne (=złe) , gdy język ten jest nie taki, jak trzeba.

Takie obcojęzyczne ceremonie były odprawiane na Wawelu już od dawna.

Ich kulminacją były niemieckojęzyczne "modły" prowadzone przez generalnego gubernatora okupowanych ziem polskich Hansa Franka i  innych Niemców na Wawelu.

Były to różne spotkania i  faszystowskie imprezy propagandowe.

Oczywiście także dręczenie Polaków i  tym podobne imprezy, za cel mające wyniszczenie naszej kultury i  Źródeł Naszej Siły.

Była to typowa antypolska Czarna Magia.

Jest to szczególnie istotne w  przypadku nas, Słowian i  naszych Starożytnych Miejsc Mocy, ponieważ nasza kultura była i  jest bardzo subtelna.

Słowianie nie byli agresywni, byli otwarci oraz ekstremalnie (=skrajnie) gościnni, o  czym piszą dawne kroniki i  czego do dziś można doświadczyć.

Stąd wrażliwość ich kultury, języka, psychologii, energetyki i  duchowości na, zazwyczaj bardziej brutalne, wpływy obce.

Czakram Wawelski, na przykład, i  w tej chwili ma siłę, ale jego Pole jest zanieczyszczone, bo jego drżenia stały się Trochę Zabrudzonymi Vibracjami.

Dlatego Krakowiacy są szybcy i  bystrzy, ale nie ma w  nich Siły i  Wytrwałości.

Tak samo prawie wszyscy Polacy.

Na szczęście są już Dobre Słowiańskie Dusze, które nad Czakramem Wawelskim pracują.

To były praktyczne skutki osłabienia naszej mowy, naszego Słowiańskiego "ř" i  innych Mocnych Głosek.

Szczególnie bolesny dla naszej Duchowości jest brak rozróżnienia w  mowie głosek pisanych jako "ż" i  "rz" oraz "h" i  "ch".

Te głoski dają siłę i  delikatność.

Brak ich rozróżnienia, w  mowie i  w odsłuchu, zakłóca melodię języka i  daje chaos (=bałagan).

Zaś nasze Słowiańskie drżenia i  trzęsienia są dla mnie jak liść osiki drżący i  trzęsący się na wietrze.

Jak Ziemia drżąca i  trzęsąca się w  głębi, a  czasami też na powierzchni.

Muszę tu dodać, że literatura i  media (=rozgłaszacze) widzą drżenia i  trzęsienia Ziemi tylko jako klęski żywiołowe.

I tylko przeliczają straty na $$$ i  EURO.

Straszą, bo dobry niewolnik musi się bać.

A tymczasem ludzie wrażliwi odbierają Drżenia Ziemi również jako sposób na połączenie z  Jądrem Ziemi, z  jej Duchowa Naturą, co może zasilać nasz System Czakramów, a  szczególnie Czakram Podstawy.

Podobnie jest z  Grzmotami i  Piorunami, które są wypowiedziami Peruna i  głosem Przyrody.

Używając czeskiej wymowy, Grzmot zapisalibyśmy jeszcze mocniej: "Hřmot", z  mocno wibrujacym "ř" oraz dźwięcznym, gardłowym i  nisko wymawianym "h".

Potęga!

Co prawda teraz Czesi częściej na Grzmot mówią Hrom, ale kiedyś ta siła była!

A oto pełna lista odpowiedników Grzmotu po czesku: hrom, zahřmění, hřmění, hromová rána, dunění, burácení, rachot, hukot, hřmot.

Na końcu mamy nasz tytułowy "Hřmot".

Urok tych słów objawia się, jeżeli rozróżnimy długość, dźwieczność i  drżenia czeskich głosek.

Myślę, że w  języku polskim też tak kiedyś było.

Nie dajmy sobie odebrać tego, co jeszcze zostało i  przywracajmy to, co było!

Tyle o  drżeniach i  trzęsieniach.

Wibracje zaś fizycznie, psychicznie i  duchowo są jak młot pneumatyczny - proste i  jednowymiarowe.

Młot wali w  jednym kierunku i  bardzo mocno.

Młot jest po to, aby kruszył beton i  skałę (Matkę Ziemię), jest aPrzyrodniczy (=jest wrogiem Matki Przyrody).

Niszczy wszystko, a  obsługujący go robotnicy chorują na chorobę vibracyjną.

Mają problemy fizyczne, psychiczne i  duchowe.

Po prostu "siada im" Cakram Podstawy.

Kto taki gwałt na Przyrodzie jest w  stanie wytrzymać, może jakieś Szaraki?

Ale kogo to obchodzi?

Odpowiadam: nas to powinno obchodzić, Ludzi Wolnych i  Uczciwych!

Oczywiscie słowa "wibracja" i  "wibrować" da się oswoić i  oSłowianić, na pewno mają one, jak większość słów narodów starożytnych, jakieś słowiańskie korzenie, ale nasze "drżenia" są jednak dla nas bliższe i  piękniej… vibrujące.

Co do pochodzenia języków antycznych (=starożytnych) z  języków słowiańskich, przeczytajcie na przykład artykuł Sławomira Ambroziaka, tutaj zacytuję tylko jedno zdanie:

"…Mogą więc mieć się z  pyszna wielce uczeni prześmiewcy, drwiący z  Wojciecha Dembołęckiego, który już w  XVII w. pisał, że łacina i  wszystkie języki europejskie to tylko zniekształcona, w  ten czy innych sposób, polszczyzna, pochodząca, jak też inne języki słowiańskie, w  prostej linii od dialektów scytyjskich…" [2]

I wracając do współczesnego języka polskiego: czy "trzęsionek" zamiast rzymsko-łacińskiego "vibratora"?

Jakoś vibracje nie kojarzą mi się językowo z  czymś intymnym (=bliskim, osobistym, miłym).

Mamy już ptaszka trzęsiogonka, czyli pliszkę, dlaczego nie pójść dalej?

Wydaje się, że wibratora powinny używać osoby nad-ambitne i  nad-wykształcone, zaś trzęsionka my, normalni ludzie.

Jeżeli w  ogóle używać, bo nie ma doniesień, co praPolacy (=Starzy Słowianie), ludzie żyjący w  zgodzie z  przyrodą, o  tym bardzo technicznym urządzeniu sądzili :-)

Nie wiem czy ten "trzęsionek" to jest dobry pomysł, mnie się podoba, ale przede wszystkim zaczynamy myśleć w  taki twórczy sposób.

Ten sposób myślenia nie tylko rozwinie naszą inteligencję i  pamięć, ale też spowoduje powrót do źródeł.

Taki Powrót Do Źródeł (pisany z  dużych liter) spowoduje inne działanie naszego mózgu, a  przede wszystkim naszego serca.

A gdzie Serce Twoje, tam Dom Twój.

Zbyt siłowe wprowadzanie słów obcych, to jakby wprowadzanie obcych energii i  idei do naszego domu.

Obca gramatyka, to obcy sposób myślenia.

Zniemczenie Czech i  Śląska zaczęło się od wprowadzania słów i  dźwięków niemieckich.

Na początku XVIII wieku czeskie elity mówiły w  zasadzie tylko po niemiecku!

Dopiero w  XVIII i  XIX wieku Czesi i  Morawianie wielkim wysiłkiem odzyskali swój język.

Inicjatorem Czeskiego Narodowego Odrodzenia był jezuita Bohuslav Balbín, który w  latach 1672–1673 napisał książkę "Rozprava na obranu jazyka slovanského, zvláště pak českého", czyli "Rozprawa dla obrony języka słowiańskiego, szczególnie zaś czeskiego".

Czy to nie piękny tytuł?

Jeżeli nie będziemy szanować swojej mowy, to stracimy, jak XVIII wieczni Czesi, swoją słowiańską duszę oraz wpływ na losy swojego kraju i  też nam ktoś będzie musiał takie książki pisać.

Historia sąsiedniego słowiańskiego kraju uczy nas, że temat tego artykułu wcale nie jest abstrakcją.

W średniowieczu też wydawało się, że łacina, czy niemczyna mogą zastąpić lokalne jezyki.

Jednak powszechne stosowanie łaciny w  Polsce i  niemczyny w  Czechach i  na Śląsku osłabiło znacznie nasz słowiański żywioł i  doprowadziło do upadku i  niewoli naszych narodów.

Nie ma tu miejsca na dokładne omówienie tematu, ale krótko wyjaśnię, że powszechne używanie łaciny i  łacińskiego alfabetu do pisma polskiego zmieniło znacznie wymowę, dźwieki, wibracje języka polskiego.

Zaś stosowanie gramatyki rzymskiej zmieniło nasz sposób myślenia.

Z prostego, jasnego, szczerego na pokrętny, pozornie uporządkowany, ale jednak wspierający rozwiązania siłowe i  przymus nad uczciwość.

Kto zna prawo i  historie Rzymu, ten wie o  czym mówię.

Mniej wtajemniczonym wyjaśniam, że Rzymianie na podbitych ziemiach, na przykład w  Galii wprowadzali swój "wspaniały aparat prawny", aby oszukiwać, okradać i  mordować tubylców.

A biedni autochtoni (=tubylcy) nie mogli z  tym w  żaden sposób walczyć.

Nie rozumieli jak można być w  zgodzie z  prawem rzymskim i  równocześnie tak podłym.

Wiemy jednak, że mieszkańcy dorzecza Renu, również nasi bracia Słowianie, nie lubili rzymskich prawników, bo w  czasie antyrzymskich powstań przed zabiciem rzymskich obrońców sądowych wyrywali im języki, tłumacząc im, że to właśnie było ich narzędzie najstraszniejszych zbrodni.

Rzymianie potrafili zabijać językiem, słowem pisanym i  mówionym.

Dlatego zastanówmy się, dlaczego w  naszym Sądzie Najwyższym w  Warszawie wiszą na ścianach różne "szlachetne" sentancje prawa rzymskiego, oczywiście pisane po łacinie.

Byłem kilka razy w  tym gnieździe nieprawości i  widziałem na przykład łacińskie napisy typu: "Nemo iudex in causa sua", czyli "Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie", zamiast szczerych słowiańskich zdań typu "Badź uczciwy, nie oszukuj swoich braci".

Rzymianie, używając swojej łaciny, nie odoływali się do wrodzonej Wolności i  wypływającej z  niej Uczciwości ludzi.

Oni tylko wymyślili aparat prawny, który miał dyscyplinować niewolników różnych szczebli i  sankcjonować układ pan-niewolnik.

Podobnie jest w  tej chwili w  Polsce.

Panem są zachodnie korporacje, postKomuchy (=popłuczyny po komunistach) i  inne tego typu byty, a  niewolnikami… no zgadnijcie kto?

Należy to zmienić poprzez wprowadzenie Słowiańskiej Mowy Uczciwości zamiast powielania jadowitego języka Rzymu, Babilonu i  Brukseli nad Wisłą.

Wracajac z  Czech i  z Rzymu do Polski i  idąc dalej tropem ptaszka trzęsiogonka, czyli pliszki, ktoś może w  twórczy sposób vibrator nazwać trzęsiczłonkiem lub jakoś tak podobnie, czyli trzęsi...coś...tam, zgodnie ze swoją na ten temat wiedzą, zgodnie z  tym jak się komuś kojarzy i  zgodnie z  duchem języka ojczystego.

Dlaczego nie?

Myślę, że jest to po polsku i  zgodnie z  duchem języka.

Frywolny (=nieobyczajny, nieprzyzwoity) temat łacińsko-imperialnych vibracji oraz globalistyczno-technicznego vibratora wziąłem na tapet(ę) (=opracowałem), żeby rozluźnić atmosferę i  nie robić z  powrotu do źródeł polszczyzny problemu (=zagadnienia) tylko naukowego i  narodowocierpiętniczego.

Ten powrót do źródeł ma być również grą słów i  zasad językowych, zabawą i  przyjemnością!

Przy okazji zauważamy, że pewnych słów w  języku polskim można używać publicznie, a  innych tylko prywatnie, mimo, że nie są wulgarne, wręcz przeciwnie, dotyczą spraw miłych i  potrzebnych dla życia i  zdrowia.

Potrzebnych dla przeżycia jednostek i  całego Narodu.

Dotyczy to także sfery słów i  wyrażeń związanych z  erotyką.

Jest to lingwistyczny (=językoznawczy) dowód na to, że w  świat rzymsko-niemiecko-chrześcijańskiej hipokryzji (=zakłamania) weszliśmy dość boleśnie, nie tak gładko, jak na przykład Francuzi, którzy słownictwo erotyczne mają bardzo bogate i  piękne.

W naszym języku kilka naturalnych sfer życia jest "be", bo Niewolnik Zachodu musi żyć w  stresie (=w strachu).

Nie może być szczęśliwy.

A wiemy, że w  Czasach Słowiańskich było inaczej.

Ale nie martwmy się, w  konfucjańskich Chinach i  w innych "patriarchalnych" kulturach, na przykład w  komunizmie i  w faszyzmie było podobnie.

W Chinach, na przykład, pierwotni taoiści promowali (=krzewili) życie zgodne z  Przyrodą, zaś konfucjaniści styl życia, który z  człowieka czyni niewolnika.

Skąd my to znamy?

O Chińczykach mówi się, że w  pracy są konfucjanistami, a  w domu taoistami.

Ważne jest, abyśmy tę Słowiańską, czy taoistyczną sferę Wolności zachowali w  naszym życiu i  w naszym języku przynajmniej w  domu i  wśród przyjaciół.

Słowianie byli ludem bardzo związanym z  Przyrodą(=byli ECO↓) i  dlatego archeolodzy ich miejsca zamieszkania czasami nazywali "pustką osadniczą", co bardzo mnie śmieszy.

Tym panom archeologom z  tytułami naukowymi wydaje się, że jeżeli ktoś zostawia po sobie mało śmieci i  innych pozostałości w  ziemi, to jest mniej rozwinięty lub w  ogóle go nie ma :-)

Przecież taka "pustka osadnicza", to najwyższy komplement dla jej mieszkańców.

Prasłowianie rzeczywiście nie zostawiali po sobie śmieci, a  po śmierci kremowali się (=spalali się) i  dlatego nie znajdujemy szkieletów w  grobach naszych starożytnych przodków.

Fortyfikacji (=umocnień obronnych) w  wielu okresach swoich dziejów nie potrzebowali, bo broniła ich bogata Przyroda, a  poza tym byli bitni, więc nikt ich nie atakował.

Jeżeli chcemy ten starosłowiański archetyp (=pierwowzór) życia zgodnego z  naturą przywrócić do życia, to mówmy spójnie, świadomie i  po polsku.

Język nie jest tylko słowno-gramatyczną skorupą, ma też swoje wnętrze, swoją psychologię i  duchowość.

Jest nośnikiem sposobu myślenia, sposobu odczuwania, sposobu widzenia świata, a  tak naprawdę sposobu życia.

W kontaktach z  innymi ludźmi i  w kontakcie ze sobą, kiedy myślimy, ciągle używamy naszego języka.

"Mówię, więc jestem" - czy ktoś już tak powiedział?

Pewnie tak.

Więc znane przysłowie "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz" można w  przypadku naszej mowy wyrazić jako "jak sobie powiesz, tak będzie".

Język ma funkcję (=zadanie) nie tylko komunikacyjną (=do porozumiewania się).

Język służy też do kreacji (=stwarzania) tego co jest.

Tak, język jest magią (=czarami).

I nie jest to żadna niezwykła, nadprzyrodzona, ezoteryczna (=tajemna) magia (=czary).

Jest to technologia (=sposób) działania naszego świata, wszystkiego, co jest.

Przecież zanim zjesz sandwicza (=kanapkę, hmm… coś obco to brzmi), to najpierw, może nieświadomie, myślisz: "jestem głodny…, ...i tu cały ciąg myślowo-językowy…, ...no to zjem kanapkę".

I dopiero wtedy dostajesz albo dajesz sobie przyzwolenie na zjedzenie tych dwóch kromek z  czymś w  środku.

I tu uwaga: jeżeli mówiąc, myśląc i  obrazując kanapkę robiliśmy to solidnie i  spójnie, to otrzymana, czyli stworzona kanapka była bardzo smaczna.

Jeżeli zaś proces tworzenia był niespójny, to… możemy narzekać tylko na swoją niechlujność.

To język kreuje (=tworzy) rzeczywistość.

A może ktoś z  Was zjadł kiedyś kanapkę bez użycia mowy, może wystarczyły na przykład odczucia i  obrazy?

Tak byłoby najpiękniej, ale mowa, to najczęstsze medium (=środek) pozwalający nam na kontakt ze światem przejawionym, czyli Jawią.

Szczególnie w  kontaktach z  ludźmi, chociaż właściciele zwierzątek i  ukochanych swoich samochodów wiedzą, że nie tylko :-)

Dlatego jakość języka jest sprawą kluczową.

Jego słowiańskość również.

Bo my Polacy odziedziczyliśmy przystosowanie właśnie do tego zestawu słów, dźwięków i  struktur (=zespołów) językowych.

Mieszanie różnych języków daje sieczkę dźwiękowo-obrazowo-odczuciowo-pojęciową.

Świat przestaje być spójny.

Nie chciałbym nikogo wyśmiewać, ale miarą prymitywizmu Polaków, którzy wyjechali za granicę (=emigrantów↓) jest powszechnie spotykane i  powszechnie wyśmieszane mieszanie słów polskich i  obcych.

Bardzo prześmiesznie jest cytować rodaka z  Chicago mówiącego "tam za cornerem stoi moja cara".

A my jak mówimy, czy nie podobnie???

Szczególnie w  rozmowach "na poziomie".

Tylko już sobie z  tego nie zdajemy sprawy, niestety.

Taki rodak z  Chicago jest częściowo usprawiedliwiony, ponieważ po pierwsze jest mało wykształcony, a  po drugie jest to jego droga i  sposób na wejście w  "wyższe rejony" bogatej i  wpływowej kultury północnoamerykańskiej (banksterski $ + US Army i  wielkie zasoby broni ABCDE…).

My nie mamy takiego wytłumaczenia, chcemy przecież budować Polskę i  jej kulturę, a  nie jakieś inne zamorskie ziemie i  mowy.

Dlatego mam propozycję (=pomysł): jeżeli już używamy obcych słów, bo tak jest prościej, to używajmy ich świadomie i  może też akcentujmy ich obcość modulacją głosu.

Pozwoli nam to na ogarniecie się i  spozycjonowanie się (=określenie się) w  jakim miejscu jesteśmy.

Można mówić różnymi językami, byleby nie wszystkimi naraz, bo to jest synonim (=równoważnik, słowo o  podobnym znaczeniu do…) szaleństwa.

A początek tego szaleństwa to stopniowe zaśmiecanie naszego mother language (=języka ojczystego).

Szanujmy naszego mader lenguidża (=język ojczysty), a  przede wszystkim twórczo myślmy w  nim i  o nim.

Tak, myślmy po polsku o  języku polskim.

Niech twórcza praca nad językiem będzie naszą codzienną zabawą i  pracą oraz formą (=sposobem) tworzenia naszej Nowej Rzeczywistości!

Myślmy o  historii (=dziejach) języka i  jego współczesności!

O starych i  nowych możliwościach ekspresji (=wyrażenia) naszych myśli, naszego stanu ducha, naszych uczuć, jakie daje mowa polska.

Niech stanie się to nową odmianą patriotyzmu, nową modą (=nową powszechną potrzebą wspólnego działania), pozytywną nowo-modą!

I niech na naszych T-shirtach (=koszulkach) pojawią się napisy "Mówię po polsku", albo "Mówię po polsku i  myślę", zamiast bezmyślnych "I love New York City"!

Marian Nosal
Warszawa, 2 lutego - 23 września 2017 roku

Literatura:
1) Cały ocean języka polskiego i  innych

2) Sławomir Ambroziak
Lachy i  Wandale
http://bialczynski.pl/2017/02/25/slawomir-ambroziak-lachy-wandale/

3) Dariusz
Słowiańskie Piramidy z  Wietrzychowic




zobacz:

Nowy portal Wolnych Słowian i   Wolnych Polaków "Słowianie i  ukryta historia Polski" jest w  ciągłej rozbudowie. Zapraszam do lektury, część artykułów jest w  trakcie realizacji. Zapraszam wszystkich Wolnych Ludzi do udziału w  tym projekcie. Piszcie, fotografujcie, kręćcie filmy - opublikuję Wasze Dzieła związane z  losami naszych przodków z  waszym podpisem. Autor strony: Marian Nosal